Łączna liczba wyświetleń

sobota, 13 kwietnia 2013

Imagin z Lou ;)


Szłaś jedną z londyńskich ulic. Było ciemno, gdyż była ok.20.Ulice prawie w ogóle nie zaludnione, zastanawiałaś się dlaczego, no przecież nie jest tak późno. Samochody też rzadko co jechały, co dziwne bo przechodziłaś przez jedną z najczęstszych odwiedzanych ulic w mieście. Ale co tam - pomyślałaś. Idziesz sobie przez miasto ze słuchawkami w uszach, a w nich rozbrzmiewa twoja ulubiona muzyka. Czujesz się wspaniale. Do czasu...gdy na twojej drodze staje trzech podejrzanie wyglądających typków. Na twoje oko, to byli skinheadzi*.
- Ej, laska, dokąd to się wybierasz po ciemku? - zapytał cię jeden z nich.
- A co cię to obchodzi, koleś ? - powiedziałaś.
- Uuu, widzę tu ostrą sztukę - powiedział drugi.
- Myślisz, że jesteś taka cwana? chyba nie wiesz z kim masz do czynienia, skarbie.
- Nie mów do mnie skarbie.
- Ostro pogrywasz. Zapytam ostatni raz, skarbie. Gdzie się wybierasz po ciemku?
- A ja odpowiem ci jeszcze raz. Nie mów do mnie skarbie.
- Teraz przegięłaś, s*ko! - krzyknął jeden z nich i..uderzył cię w twarz! a dokładniej, w nos.Poleciała ci z niego krew. Nie wytrzymałaś tego napięcia i zaczęłaś się szarpać z tymi skinheadami, jednak oni byli silniejsi.
- Pójdziesz z nami, skarbie. Zobaczymy czy w naszej kryjówce będziesz taka cwana - powiedział jeden z nich i zaczął szarpać cię w nieznane ci miejsce. Byłaś tak otumaniona tym uderzeniem, że nie dałaś rady już walczyć. Nagle zauważyłaś jakiegoś chłopaka, który zaczął bić się z jednym ze skinów. Zauważyli go pozostali i zaczęli go odciągać, jednak tajemniczy nieznajomy im się nie dał. Zaczął bić się z każdym z nich i o dziwo dał radę! byłaś w szoku. Wszyscy leżeli na drodze i nie wiedzieli co mają dalej robić.
- Chodź, musimy uciekać, zanim wstaną! - powiedział do ciebie nieznajomy. Nie zastanawiając się dłużej, posłusznie spełniłaś jego rozkaz i razem z nim pobiegłaś gdzieś w nieznanym ci kierunku.
- Gdzie my w ogóle biegniemy - zapytałaś zdezorientowana.
- Do mojego samochodu.
- Skoro dałeś im radę, to czemu musimy przed nimi uciekać?
- Bo nie mam siły już więcej się bić. Uwierz mi, to strasznie wyczerpujące, w dodatku z trzema naraz. Nie gadaj, biegnij! - ponaglił cię.
Doszliście wreszcie do jego samochodu.
- Wsiadaj - powiedział chłopak.
- Ale ja cię nie znam. Skąd mam wiedzieć jakie masz zamiary? - zapytałaś.
Wtedy zobaczyliście tych samych chłopaków, biegnących w waszą stronę.
- Wsiadaj - rozkazał chłopak, więc to zrobiłaś. 

Na początku jazdy, w ogóle się do siebie nie odzywaliście. W dodatku, chłopak był w kapturze i było ciemno, więc nie wiedziałaś dokładnie, jak on wygląda. W końcu, nie wytrzymałaś i przerwałaś milczenie:
- Gdzie my w ogóle jedziemy?
- Jak to gdzie? do mnie!
- Nie możesz po prostu odwieźć mnie do domu?
- Nie ma takiej opcji.
- Dlaczego?
- Bo nie.
- Dlaczego bo nie?
- No bo nie.
- No ale..
- Bo nie! muszę opatrzyć twoją ranę, bo dostałaś w twarz.
- Sama też się mogę opatrzyć.
- Ale ja to zrobię.
- Dlacze...
- Bo tak! czemu musisz być taka upierdliwa i zadawać tyle pytań?
- No bo taka już jestem - zaśmiałaś się. - A jak ty masz w ogóle na imię? - zapytałaś.
- Myślę, że chyba powinnaś to wiedzieć.
- A niby skąd mam wiedzieć jak ty masz na imię? jestem jasnowidzem?
Chłopak zdjął wtedy swój kaptur i popatrzył się na ciebie. Nie...to nie możliwe..czy to..
- Czy ty jesteś...Louis Tomlinson ? - zapytałaś się. - Albo jesteś bardzo do niego podobny.
- Tak, jestem Louis Tomlinson.
Wtedy zrobiłaś wielkie oczy. W końcu to nie możliwe że taki Louis Tomlinson, idol nastolatek, od tak ratuję ci skórę.
- Chyba sobie jaja robisz - stwierdziłaś.
- Mam kłamać że nim nie jestem? to ja, Louis! tylko błagam, nie zacznij zaraz piszczeć, bo ci kolesie mogą nas odnaleźć.
- Spoko, ja nie z takich dziewczyn.
- Czyli nie jesteś moją fanką ani naszego zespołu?
- No, nie jestem waszą fanką, ale was lubię.
- Skoro nas lubisz, to dlaczego nie uwierzyłaś że jestem Louisem Tomlinsonem?
- Bo po prostu pomyślałam, że to nie możliwe. A tak poza tym, to gdzie twój ochroniarz? myślałam że sławy zawsze są otoczone ochroniarzami.
- Bo są. Ale Alberto nie mógł dziś nas ochraniać, bo musiał załatwić coś ważnego.
- Dziękuję - powiedziałaś.
- Nie ma sprawy. Na moim miejscu pewnie zrobiłabyś to samo. A jak ty masz na imię?
- [T.I]
- Ładnie - stwierdził. 
Dojechaliście w końcu pod jego dom. Zrobił na tobie ogromne wrażenie. To nie było to samo, co twój niezbyt wielki domek z trzema pokojami.
- Wow, piękny dom.Sam tu mieszkasz?
Chłopak otworzył drzwi swojego domu. Wtedy czterech chłopaków, po usłyszeniu odgłosu otwieranych drzwi, pobiegło w ich stronę.
- Właściwie, to z nimi - odpowiedział ci Tomlinson.
- Hej, Louis, a co to za piękna istota? - zapytał jeden z nich, blondyn. Prawdopodobnie był to Niall Horan,  jedyny blondyn w zespole.
- Co ci się stało w twarz? - zapytał cię chłopak w kręconych włosach, prawdopodobnie Harry Styles.
- Miałam małe spięcie ze skinami - odpowiedziałaś mu.

Parę minut później Louis zaprowadził cię do swojej kuchni i opatrzył twoje rany.
- Mogę wiedzieć, jak to się stało, że się znalazłaś w takich kłopotach? - zapytał cię Louis.
- Sama nie wiem. Po prostu wracałam od koleżanki do domu. I ich spotkałam.
- A czemu cię pobili ?
- Bo nie dałam sobą pomiatać.
Chłopak wziął wodę utlenioną i przemył twoją ranę:
- Aaa, piecze - powiedziałaś.
- Poczekaj zaraz przyjdę i coś przyniosę - powiedział i poszedł po coś do góry.Za chwilę przyszedł, z jakąś maskotką w ręce.
- Co to ? - zapytałaś.
- [T.I] poznaj, to mój ukochany gołąb Kevin. Kevinku, przywitaj się proszę z [T.I]
- Ale on jest sztuczny - powiedziałaś ze śmiechem, czym wprawiłaś chłopaka w smutek.
- To nieprawda! mój gołąb jest prawdziwy! - powiedział. 
- No niech ci będzie, prawdziwy - zaśmiałaś się. 

Po opatrzeniu twoich ran, poszłaś z Louisem do reszty chłopaków i wspólnie z nimi graliście w jakąś grę, na konsoli.
- Do licha! - krzyknęłaś.
- [T.I] co się stało? - zapytał cię Louis.
- Zapomniałam o mamie! pewnie martwi się czemu mnie tak długo nie ma.
- A znasz jej numer?
- Tak, a co?
- Podaj mi go.
- Po co?
- Zaufaj mi.
- Ok.754-384-217 - powiedziałaś. - Ale po co ci on?
- Zobaczysz - powiedział i wykręcił numer. - Halo? dobry wieczór pani! jestem przyjacielem pani córki i postanowiłem że zostanie dziś u mnie na noc. Może? - zapytał.
- Hej co ty wyprawiasz! - powiedziałaś.
- Zaufaj mi - odpowiedział ci. - Czyli co, może? dziękuję bardzo! do widzenia!
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Jeszcze mi za to podziękujesz - odpowiedział z cynicznym uśmiechem.

Od tamtej pory, jesteście parą. Louis wyznał ci, że się w tobie zakochał. Co prawda, czasem się kłócicie, ale jest między wami dobrze. Jesteście zgraną parą

3 komentarze:

  1. Zostałaś nominowana do Libster Award.

    Więcej szczegółów u mnie na blogu : http://live-in-hope-of-a-beautiful-love.blogspot.com/ w zakładce : Libster Award.

    OdpowiedzUsuń